Blog

Wideo

Wystawę Justyny Adamczyk, laureatki II Konkursu Ale Sztuka! Młode Polskie Malarstwo można oglądać w gdańskiej Kolonii Artystów.

Tekst

Ślady - Agata Kosmala

W Lublinie można oglądać wystawę Agaty kosmali “Ślady”

„Ślady” to najnowszy projekt Agaty Kosmali mówiący przede wszystkim o chwili. Wchodzące w jego skład obrazy mają za zadanie opowiedzieć, a może lepiej uzmysłowić odbiorcy, że po dokonywanych przez nas obserwacjach, przeżywanych chwilach zachwytu, po momentach odczuwania wrażeń, pozostają ślady. Ślady te trwają w naszej pamięci i wyobraźni, lokując się przy tym wyjątkowo głęboko. Są ulotne i nie zawsze łatwo dostrzegalne. Rzadko też zdajemy sobie sprawę z ich krótkotrwałego istnienia. Ślady te, będące dla mnie powidokami odniesionych wrażeń, czy też przeżytych chwil i odczutych doznań, możemy znaleźć wewnątrz nas. Możemy także starać się je odtworzyć. Zarówno po to, by zdać sobie sprawę z ich istnienia, jak i po to, żeby je poznać i zobaczyć, jak wyglądają. Moje obrazy mówią właśnie o tych mikro doznaniach, które tak na dobrą sprawę są dostępne tylko dla nas samych, stając się jednocześnie jednym z najbardziej intymnych i nie do końca oczywistych doświadczeń.

Agata Kosmala “Nocturn” obraz olej, akryl na płótne

Agata Kosmala /Ślady /Galeria Gardzienice / ul. Grodzka 5a / Lublin

Tekst

Wystawa - Justyna Adamczyk // Healing story

image



Zapraszamy na wystawę Justyny Adamczyk, laureatki konkursu Ale Sztuka! Młode Polskie Malarstwo.


Kolonia Artystów / Dolne Miasto

ul. Dolna 4 / Gdańsk Dolne Miasto


Wystawa odbywa się w ramach projektu pt. “MIESZKAŃCY”.

Projekt “MIESZKAŃCY” współfinansowany jest przez Miasto Gdańsk.

19.30 OPA | Otrawrte Pracownie Artystyczne

Paulina Jackowska, Magdalena Sadłowska, Edyta Kowalewska, Ala Kubicka, Wojtek Harus, Gabi Bozyk, Adam Zmysłowskii, Martyna Aniserowicz.

Wystawa czynna 11-30.11.2017 po uprzednim umówieniu telefonicznym (505 391 891)


“Jest to najnowszy projekt mojego autorstwa, w którym staram się ukazać portrety nas samych, a więc osób funkcjonujących w realiach współczesnego świata. Z uwagi na to, że jestem kobietą i na tematy mi bliskie mogę wyrażać się z wyjątkową szczerością, w projekcie tym chciałabym poruszyć współcześnie głośną już problematykę traktowania kobiet. Obecna kultura, pomimo wielu deklaracji, tworzenia głośnych i nośnych haseł, w dalszym ciągu nie pozwala na prezentowanie godnej i pełnej równych praw postawy, zwłaszcza w kontekście kobiet. Co raz bardziej zauważalne jest również to, że tworzona przez ludzi kultura ma coraz mniej szacunku do drugiego człowieka, co staram się w pracach swych ukazać. Obdzieram tu obrazowane postaci niejako z godności i człowieczeństwa tak, aby stały się niczym innym, jak obiektem, stworzeniem, kawałkiem mięsa, ilustracją i w końcu uniwersalnym symbolem.

Stworzone przeze mnie portrety umieszczone zostały w wyciemnionej przestrzeni tak, aby osoby z nimi obcujące złapały intymny kontakt z obcymi postaciami, które tylko na pierwszy rzut oka są przyjemne. Relacja między osobliwymi portretami, a prywatnymi odczuciami zwiedzających ma szansę stać się nośnikiem refleksji, o której wywołanie chodzi mi najbardziej.

Cykl ten powstaje od roku 2008 i początkowo miał być projektem mającym pomóc mi przy tworzeniu nowych serii malarskich, Miał być docelowo jedynie szkicownikiem, sposobem na zapamiętywanie lub zapominaniem historii, które mnie osobiście lub pośrednio dotyczyły. “ Healing story” tworzy obecnie autonomiczny projekt, który w dalszym ciągu się rozwija i przeobraża. Pozwala mi na tworzenie coraz to nowszych portretów, które są moim prywatnym komentarzem dotyczącym zmian, jakie na co dzień dokonują się w nas samych i w świecie nas otaczającym Ten projekt to rodzaj autoterapii, która chyba nie jest do końca skuteczna.”

BIO

Justyna Adamczyk (ur. 1981, Opoczno) absolwentka wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych im. E.Gepperta na kierunku Malarstwo. Stypendystka Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (lata 2005-2006). W 2016 roku została wyróżniona przez Kolonię Artystów w konkursie Ale Sztuka, w 2007 roku została wyróżniona przez Miejską Galerię Sztuki w Łodzi w Konkursie Promocje 17 Przegląd Malarstwa Młodych w Legnicy. Od 2005 roku bierze udział w wielu wystawach i konkursach krajowych i zagranicznych. Jej prace można było oglądać w GIAF 2017, Governors Island Art Fair, New York (USA), Cica Museum Seul (Korea Południowa), Portal 2017 Soho New York (USA) , Fundacja Galerii Foksal (Warszawa), Pyeongchang Biennale & Gangneung Folk Art Festival 2017 (Pyeongchang Korea Południowa 2017), Studio C Gallery (Los Angeles 2017), Lux Art Gallery (Trieste), Steps Gallery, PolArt Festival (Melbourne, Australia), Gryffin Gallery (Londyn), Vienna Art Fair (2011/Wiedeń), Najlepsze kasztany są na Palcu Pigalle (2010/Heppen Transfer Gallery, Warszawa),Galeria Bestregards (Frankfurt), EC Gallery (Chicago), Galeria Miejska (Łódź), Galeria ON (Poznań), Galeria BWA (Wrocław),Galeria Wozownia (Toruń), Galeria BWA (BielskoBiała).

Artystka mieszka i tworzy w Warszawie.

justynaadamczyk.com

FB/justyna.adamczyk.painting

Instagram/ justyna_adamczyk_


Artist Steatment

Malarstwo jest dla mnie formą wypowiedzi którą potrafię najlepiej oddać emocje. pracach poszukuję prostej, lecz niebanalnej formy, bogatej w symbolikę. Dlatego też wiele rzeczy, które tworzę ma charakter ikonograficzny. Każdy obraz jest powiązany z osobista historią.

Jestem zafascynowana relacjami z ludźmi. Nie silę się na obiektywność, ponieważ tylko mój subiektywny pogląd oddaje szczere emocje które chcę zilustrować. A mogę być szczera mówiąc jedynie o tym co znam doskonale. Każdy z moich obrazów jest częścią serii powstającej pod wpływem konkretnej historii. Malarstwo traktuję jak notatnik.

Na obrazach umieszczam rzeczy o których chciałabym zapomnieć albo chcę zapamiętać.


MIESZKAŃCY to projekt zainicjowany przez grupę rezydentów i animatorów Kolonii Artystów na Dolnym Mieście, skierowany do osób zaangażowanych w kształtowanie lokalnych postaw obywatelskich. “Mieszkańcy” to projekt społeczno-artystyczny, który powstał z naturalnej potrzeby mieszkańców Dolnego Miasta i środowiska artystów, którzy mają tu swoje pracownie. Od 2012 roku w budynku przy ulicy Dolnej 4 działają i tworzą artyści, którzy stali się naturalnymi mieszkańcami, wpisując się na stałe w krajobraz rewitalizowanej dzielnicy Dolne Miasto. Przestrzenią wspólnych spotkań i działań artystycznych jest galeria i otwarte pracownie artystyczne w Kolonii Artystów przy ulicy Dolna 4. Wszystkie wydarzenia w ramach projektu są bezpłatnie.

Kurator: Sylwester Gałuszka

Organizator: Kolonia Artystów

Partner: Galeria Ale Sztuka!

Tekst

Jak oprawić grafikę

Jeśli najprzyjemniejszą część, czyli wybór i kupno grafiki mamy już za sobą, pora na zmierzeniem się z tematem oprawy. Nie jest to trudne, należy tylko pamiętać o kilku zasadach. Załóżmy, że właśnie kurier dostarczył paczkę z zamówioną grafiką. Co dalej?


image

Paulina Antolak “Sen”, litografia, 20 x 20 cm, galeria alesztuka.com


Przenoszenie grafiki

Przede wszystkim należy pamiętać, że papier jest materiałem delikatnym, należy więc szczególnie chronić go przed uszkodzeniami. W tym celu grafikę, czy inną pracę wykonaną na papierze dotykamy w rękawiczkach. Muzealnicy polecają te z tworzy sztucznych - winylowe lub nitrylowe. W warunkach domowych i przy oprawie pojedynczej pracy wystarczy powstrzymanie się od dotykania papieru gołymi dłońmi. Możemy przenieść grafikę trzymając ją przez szmatkę lub papierowy ręcznik.

image

Paweł Kwiatkowski “W pułapce”, kolagrafia, sucha igła, 80 x 120 cm


Sztywny podkład (niekoniecznie)

Szczególnie duże prace, jak np. grafiki Pawła Kwiatkowskiego dobrze jest umieścić na sztywnym podkładzie. Nie tylko zabezpieczą tył prac i ułatwią bezpieczne manipulowanie, ochronią także papier przed rolowaniem i zagnieceniami. Grafikę mocujemy za pomocą zawiasów wykonanych z tzw. pasków montażowych z mylaru, można też użyć papierowego plastra lub papierowej taśmy. Zwykła taśma klejąca może okazac się zbyt mocna i przy próbie jej odklejenia łatwo o uszkodzenie papieru.

image

 

Passe partout

Passe partout pomaga nie tylko odpowiednio wyeksponować dzieło, lecz przede wszystkim oddziela od szyby pokrytą pigmentem powierzchnię. Dlatego też w passe partout powinny zostać koniecznie oprawione rysunki węglem, pastele oraz inne prace, których powierzchnia może zostać łatwo uszkodzona.

Dobierając odpowiednio wielkość i odcień passe partout możemy uzyskiwać przeróżne efekty. Najpopularniejsze, również w muzeach są odcienie jasne - biały lub kremowy. Spotyka się też czerń, zieleń, bordo, szary. Producenci oferują tu spory wybór.

Warunki jakie musi spełniać papier przeznaczony do obiektów zabytkowych określają normy ISO 9706. Dobrze jest sprawdzić w sklepie, czy passe partout spełnia te normy. Warto dodać, że obecnie normy te spełniają dostępne w sprzedaży papiery do drukarek, dlatego nadają się do przechowywania nawet zabytkowych papierów.

Grafikę mocujemy za pomocą papierowej taśmy lub pasków montarzowych.

image


Szyba

Pora na wybór szyby. Do wyboru mamy szkło oraz tworzywa sztuczne. Ze względu na właściwości elektrostatyczne i łatwość przyciągania cząstek pigmentów, szyb z tworzyw sztucznych nie należy używać do oprawiania pasteli, rysunków węglem, kredą itp. Z tego samego powodu nie należy przechowywać ich np. w plastikowych koszulkach. Prace oprawione za szkłem mogą być dodatkowo chronione przed promieniowaniem UV. Warto zastosować je wtedy, gdy grafika będzie narażona na kontakt z promieniami słonecznymi. Najczęściej stosuje się folie blokujące szkodliwą część widma.  Taką folię warto wymienić po 5-10 latach.

Szybę umieszczamy w ramie a następnie ostrożnie kładziemy na niej grafikę z passe partout.

image


Plecy

Teraz pora na tzw. plecy, które sprzedawane są razem z ramą. Plecy zaramowanego obiektu można dodatkowo zabezpieczyć dopasowaną tekturą i uszczelnić taśmami papierowymi lub płóciennymi.


image
image

Agata Kosmala “Podszepty”


O czy jeszcze pamiętać przy wieszaniu grafiki



  • Papierowi szkodzi wilgoć. Nie wieszaj grafik i rysunków na mokrych ścianach.
  • Zbyt suche powietrze też nie jest wskazane. Unikaj sąsiedztwa kaloryferów.
  • Najlepiej nie oświetlaj grafiki punktowym światłem, jeśli musisz, zastosuj wspomnianą już folię UV


image

Jolanta Johansson “Pejzaże 2015-10″, piórko, tusz na papierze, 42 x 56 cm

Korzystałam z:

Ochrona zbiorów: Zasady postępowania z obiektami zabytkowymi na podłożu papierowym. Zeszyt nr l. Seria wydawnicza Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów oraz Muzeum Narodowego w Krakowie, 2012

Tekst

12. edycja Konkursu “Arte Laguna” w Wenecji.

Tegoroczna edycja tego międzynarodowego wyróżnienia jest już dwunastą organizowaną przez weneckie Stowarzyszenie Kulturalne MoCA i stanowi doskonałą okazję rozwoju artystycznej kariery, wystawienia swoich prac w Arsenale Weneckim, a także daje możliwość zdobycia wielu nagród oraz dołączenia do międzynarodowego grona najbardziej kreatywnych twórców.

Uczestnictwo oraz Kategorie

W konkursie mogą uczestniczyć wszyscy artyści bez względu na wiek, płeć, pochodzenie czy inne kryteria kwalifikujące. Każdy artysta może wziąć udział w konkursie, prezentując jedną lub więcej prac w kilku następujących kategoriach:

- malarstwo,

- sztuka fotografii,

- rzeźba i instalacja,

- sztuka wideo i filmy krótkometrażowe,

- występy,

- sztuka wirtualna,

- grafika cyfrowa,

- sztuka środowiskowa,

- urban art.

Nagrody

Międzynarodowe jury składające się z uznanych ekspertów - dyrektorów muzeów, kuratorów i krytyków sztuki wytypuje 115 finalistów, którzy wezmą udział w wystawie głównej w Arsenale Weneckim. Finalistom zostanie także przyznanych 5 nagród pieniężnych w wysokości 7.000 € każda oraz:

- 3 wystawy w międzynarodowych galeriach sztuki

- współpraca z firmami

- pobyt w jednej z 11 Rezydencji Artystycznych

- udział w 3 międzynarodowych festiwalach

- publikacja w katalogu

Zgłoszenia przyjmowane są do 16 listopada 2017 r.

Szczegółowe informacje: www.artelagunaprize.com/pl.

Wideo

Materia - Paweł Kwiatkowski

http://www.alesztuka.com/pawel_kwiatkowski

(Źródło: youtube.com)

Zdjęcie
Wystawa Agaty Przyżyckiej, laureatki II Konkursu Ale Sztuka! Zapraszamy!

Wystawa Agaty Przyżyckiej, laureatki II Konkursu Ale Sztuka! Zapraszamy!

Tekst

Tatry oczyma Sergiusza Powałki

Sezon urlopowy zbliża się wielkimi krokami. Z tej okazji chciałabym przybliżyć Państwu klika prac o tematyce wakacyjnej.

Cykl malarski  Sergiusza Powałki “Tatry Wysokie” zabiera widza w niezwykłą wędrówkę szczytami gór. To niezwykle wysmakowane kolorystycznie malarstwo w którym artysta przetwarza krajobraz w sposób bliski abstrakcji.

Więcej prac Sergiusza Powałki znajdą Państwo na stronie galerii Ale Sztuka!

image

Sergiusz Powałka “Tatry Wysokie - polana" 
akryl na płótnie, 110 x 65 cm


image

Sergiusz Powałka "Tatry Wysokie - południe” 9200 zł
akryl na płótnie, 180 x 150 cm


image

Sergiusz Powałka “Tatry Wysokie - zmierzch” 6000 zł
akryl na płótnie, 80 x 150 cm

Photoset

artruby:

Jules de Balincourt

Jules de Balincourt, czyli sztuka współczesna z USA. 

(Źródło: artruby)

Tekst

Opowieść o świecie widzianym i wyobrażonym, czyli „Linia graniczna” Agaty Kosmali

Agata Kosmala “Linia graniczna 07″, olej, akryl, srebro na płótnie, 120 x 120 cm


Zapraszamy do zakupu najnowszych prac Agaty Kosmali z cyklu Linia graniczna.

Linia graniczna to najnowszy projekt wrocławskiej malarki, który dotyczy przede wszystkim problemu postrzegania, a może bardziej zagadnienia, jakim jest indywidualne sposób analizy otaczających nas na co dzień zjawisk. Pretekstem do snucia opowieści o świecie widzianym i wyobrażonym, Agata Kosmala uczyniła horyzont, a dokładnie nie do końca łatwą do określenia linię graniczną między tym co widoczne i tym, co zacierające się i ledwo dostrzegalne. Wychodząc od linii horyzontu, rozumianego jako symboliczna granica pejzażu, za pomocą środków wizualnych, artystka stara się zaobserwować kierunek swojego widzenia, analizy docierających do niej bodźców, jak też postrzegania czysto emocjonalnego. Czy w związku z tym obrazy Agaty Kosmali można nazwać pejzażem emocjonalnym? Z pewnością tak. Jest być może nawet rodzajem pejzażu intymnego, który utrzymany w duchu abstrakcji spontanicznej, zaprasza nas do wejścia w niedookreślony, pełen płynności i niedopowiedzeń autorski świat.

Twórczość Agaty Kosmali w dużej mierze opiera się na instynkcie, geście malarskim i emocji. Prawdopodobnie dlatego właśnie w obrazach tych wyczuwalna jest niezwykła lekkość, niematerialność i elegancja zarazem. Warto zaznaczyć, że wynikające z zapatrzenia w horyzont poczucie efemeryczności, odzwierciedlane jest nie tylko w stylistycznych, ale też w formalnych środkach wyrazu artystycznego, co przejawia się w pieczołowitym poszukiwaniu delikatności, transparentności medium - w tym przypadku farby - jak i pełnej świadomości stosowanego narzędzia. Wrocławska malarka rzadko posługuje się linią. Tym, co charakteryzuje jej malarstwo, to zamaszysta, nacechowana emocjonalnie plama barwna, która odgrywa najważniejszą rolę w jej twórczości. Operowanie wysublimowaną, ale też nieoczywistą plamą i niezwykła malarskość wprowadzają widza w zaprojektowany przez Kosmalę świat, który być może rzeczywiście ukrywa się za tytułową linią graniczną.

Prace artystki z cyklu “Linia graniczna” można kupić na stronie galerii Ale Sztuka: http://www.alesztuka.com/agata_kosmala

Tekst

Sylwia Zdzichowska o cyklu “Konterfekt”

Sylwia Zdzichowska to artystka wszechstronna. Oprócz malarstwa zajmuje się też grafiką artystyczną, tworzy witraże i akwarele. W galerii Ale Sztuka! pokazuje m. in. swoje najnowsze prace z cyklu „Konterfekt” o których zgodziła się nam opowiedzieć.



Sylwia Zdzichowska “Konterfekt IV/II”, olej na płótnie, 101 x 155 cm

Sylwia Zdzichowska “Konterfekt IV/II”, olej na płótnie, 101 x 155 cm (fragment)


Sylwia Zdzichowska “Konterfekt IV/II”, olej na płótnie, 101 x 155 cm (fragment)


Skąd bierze się u Pani potrzeba malowania?

Myślę, że z jednej strony jest to moja próba poszukiwania odpowiedzi na pytanie “kim jestem?”, z drugiej, dlatego że tęsknie. Tęsknie oczywiście za najbliższymi mi osobami, dlatego też głównie sięgam po wizerunki siostry, matki i babci.

Czy obrazy z cyklu „Konterfekt" to portrety?

Tak. W moim przekonaniu są to portrety. Z wymienionymi wyżej kobietami, tworzę najsilniejsze relacje. Tworzę portrety najbliższe temu co określa się mianem wrażeń zmysłowych. Gdy przywołuję swoją postać, wypożyczam elementy ciał, które wyraźniej zarysowały się w mojej pamięci. Wspomnienia nie są wierne naszej percepcji. Na portret siostry nakładają się różne wizerunki. Nie rezygnuję z nich tylko dlatego, ze nie są anatomiczne. Wkomponowuje więc dłonie matki, gdy widzę je w moim wspomnieniu siostry, a widzę je zapewne dlatego, że dokładniej je pamiętam.

Wiem, że portret nie musi być realistyczny by był prawdziwy, nie musi być fotografią. Moje obrazy to portrety- portrety pamięci.

Jak powstaje obraz i ile czasu zajmuje?

Nie jestem w stanie policzyć ile czasu poświęcam na jeden obraz. Cały proces zaczyna się w momencie gdy przywołuje w pamięci portret swój, matki czy siostry. Robię później szybkie szkice. Na ich podstawie wykonuję serię zdjęć lub korzystam z tych, które już mam. Kolejnym etapem jest akwarela. Maluje te ujęcia, które mi najbardziej odpowiadają. Następnie łączę zebrane szkice, akwarele, zdjęcia i poddaje je obróbce cyfrowej. Szukam odpowiedniej kompozycji, układam figury i nakładam kolejne warstwy.

Z zapisanych projektów wybieram zazwyczaj jeden i przenoszę go na płótno. Oziębłość płótna niweluję wzbogaconą fakturą, mniej lub bardziej zróżnicowanymi płaskimi plamami. Czasem zmieniam kolorystykę…

Jaki artysta wpłynął najbardziej na Pani twórczość?

Bodźcem do działania w moim przypadku nie są inne obrazy, ale stosunek do rzeczywistości, teksty, słowo. Jeśli miałabym podać nazwisko artysty, który wpłynął na moją twórczość, byłby to Johan Berger. Wybrałam go nie ze względu na jego malarstwo, a ze względu na książkę “Sposoby widzenia”, do której często wracam.

Jakie są Pani dalsze artystyczne plany?

Zamierzam kontynuować cykl “Konterfekt”. Rozpoczęłam także prace do drugiego cyklu malarskiego  pt. “Brzezina”. Chciałbym zrealizować kolejny projekt z grafiki warsztatowej oraz poszerzyć serię prac wykonanych akwarelą.


Sylwia Zdzichowska “Konterfekt IV/III”, olej na płótnie, 101 x 155 cm


Sylwia Zdzichowska “Konterfekt IV/III”, olej na płótnie, 101 x 155 cm (fragment)


Obrazy z cyklu “Konterfekt” - Sylwia Zdzichowska

Więcej prac artystki w galerii Ale Sztuka!

Tekst

Agata Przyżycka w Toruniu

Fundacja Nie.Art. zaprasza na wystawę “Cyklamen”, w której udział biorą:  Kasia KOSMOS, Karolina MEŁNICKA, Agata PRZYŻYCKA.

Tekst

Martwe kwiaty

W galerii Ale Sztuka prezentujemy wielokrotnie nagradzany cykl Ewy Żochowskiej “Martwe Kwiaty.

Ewa Żochowska “Martwe kwiaty - Gloria i topik”


„Martwe kwiaty” to cykl malarski, zderzający wizerunki kobiecych twarzy gwiazd kina niemego ze światem owadów. Aktorki są ikonicznie piękne, ponadczasowe i pozaczasowe jednocześnie. Jednak w zderzeniu z bezlitosnym biologizmem owadów kobiece wizerunki przekształcają się w obraz przemijania, kruchości i rozpadu ludzkiego istnienia, stają się wyrazem lęku przed śmiercią, samotnością i zapomnieniem. Intensywne spojrzenia kobiet nabierają wyrazu smutku i rozpaczy w obliczu niepewności swojego istnienia, owady trwają w swym beznamiętnym bezruchu biologicznej maszyny nastawionej na przetrwanie. Co tak naprawdę przetrwa – pamięć, obraz i myśl czy odradzająca się na nowo materia? Twarze aktorek wtłoczone w ciasne filmowe kadry, choć pełne napięcia i ukrytych emocji, nie mają rysu psychologicznego. Obrazy stanowią reinterpretację i swoistą grę z symboliką femme fatale. Mroczna kobiecość zostaje uwznioślona, a puste piękno i próżność przekute w uduchowienie. Fałszywe bóstwo zostaje strącone z piedestału. Przeskalowane owady w przemyślany sposób zestawione z twarzami – ikonami odwołują się do dwuznacznej symboliki.  Czyż modliszka nie uosabia jednocześnie Boga i morderczej, bezwzględnej kobiety?  Pająk jest jednocześnie symbolem nieskończoności i śmierci, odrodzenia i wytrwałości, ale i przebiegłości i brutalności. Chrząszcz z kolei symbolizuje zarówno słońce i ogień, jak i noc, mrok i konflikt wewnętrzny. To insekty, doskonałe biomaszyny, stają się tu niedostępne i odległe, boskie i przerażające zarazem. Budzą naszą fascynację, a zarazem strach, niepokój i odrazę, niszczą nas i żywią nas, a my nigdy nie będziemy mieć nad nimi władzy.

Artysta jest jak gąbka. Chłonie wszystko – obrazy, słowa, dźwięki. Cały świat wokół mnie jest inspiracją do powstania obrazu: elementy natury, wytwory kultury, codzienność, historia, świat snów. Wszystko, co dotyczy człowieka, bo to człowiek stanowi główny motyw mojej twórczości. Rzeczywistość zostaje przefiltrowana przez wewnętrzny świat odczuć i emocji, przetrawiona przez trzewia i sprasowana przez analityczny umysł. Tak powstaje obraz będący swoistym   pomostem energetycznym i płaszczyzną wymiany myśli i emocji między twórcą, a odbiorcą. Jeśli obraz wywoła u odbiorcy choć jedno drgnienie powieki, choć sekundę refleksji – cel zostaje osiągnięty -  przekaz nie trafił w próżnię, myśl ma szansę przetrwać.  

Rzeczywistość jawi się jedynie w sposób fragmentaryczny. Tak  jakby w krótkich przebłyskach z mroku wyłaniał się na milisekundę jakiś zarys, jakaś pewność - niczym rozświetlający błysk koloru - by za chwilę zniknąć na nowo. Coś zawsze wymyka  się naszemu postrzeganiu, coś zawsze pozostaje niepojęte. Nie poznamy prawdy, choć tak bardzo do tego dążymy. Relacja wewnętrznego „ja” ze światem zewnętrznym zawsze będzie w jakiś sposób ograniczona, niepełna.      

Obrazy ukazują swoisty bezruch, rodzaj stopklatki, która nie stanowi jedynie wycinka z sekwencji ruchów, lecz jest syntezą różnych zapamiętanych „obrazów” rzeczywistości. Jest ujętymi w jeden obraz migawkami myśli, usłyszanych słów, zaobserwowanych zdarzeń, obejrzanych rzeczy. To próba uporządkowania chaosu informacyjno – percepcyjnego poprzez przefiltrowanie doznań rzeczywistości przez własną świadomość i przetworzenie ich na formę wizualną (obraz). Ów bezruch ewokuje ponadto przedziwną ciszę – taką gdy wstrzymujemy oddech, by zanurzyć się w kojącej lodowatości wody, która tłumi dźwięki i zmiękcza kształty.  Przywołanie takiego stanu to próba ucieczki  przed ciałem pulsującym swym bezlitosnym biologicznym rytmem, to także tęsknota za odnalezieniem wymiaru bezczasowości, pozaczasowości, którego doświadczyć możemy tylko w snach.” Ewa Żochowska



Ewa Żochowska “Martwe kwiaty - Pola”


Ewa Żochowska “Martwe kwiaty - Gloria”


Ewa Żochowska “Martwe kwiaty - Lilian”

Tekst

Apeiron

W galerii prezentujemy najnowszy cykl Franciszka Ledóchowskiego „Apeiron”. Z tej okazji zapraszamy do przeczytania wywiadu z artystą.

image

“Przypadek kontrolowany”

z Franciszkiem Ledóchowskim rozmawia Maciej Gajewski

Znam Franka od ponad 30 lat. Pamiętam z dzieciństwa, że na lekcji plastyki jedyny potrafił pięknie narysować jabłko. Na studiach koledzy też zazdrościli mu dobrej ręki, czyli talentu, ale i warsztatu artysty, który niektórzy z nich musieli wypracowywać latami. Gdy odwiedzałem jego pracownię na różnych etapach powstawania nowego cyklu, włos stopniowo jeżył mi się na głowie. Najwidoczniej zamierzał wszystko to zaprzepaścić i zamiast ogólnego podziwu wystawić swoje nowe abstrakcje na komentarze w rodzaju „każdy tak potrafi”. Postanowiłem sprawdzić, czy na pewno wie co robi i odbyłem z nim poważną, męską rozmowę.

Franciszku, czy ostatnio wydarzyło się w Twoim życiu coś traumatycznego? Czy zauważyłeś u siebie jakieś niepokojące problemy ze zdrowiem?

Nie, nic z tych rzeczy. Czemu pytasz? Jestem w optymalnej formie i wydaje mi się, że robie coraz lepsze rzeczy. Po urlopie wręcz rzuciłem się do pracy i namalowałem już kilka największych płócien z nowej serii.

Właśnie o tym chciałbym z Tobą porozmawiać. Nie uważasz, że  może lepiej by było, gdyby ta nowa seria jednak pozostała „niepokazywana”? Niektórzy twierdzą, że wszystko, czego się nauczyłeś jako artysta wyrzucasz za jednym zamachem na śmietnik…

(Tu uśmiecha się) Jednak było warto. Od dawna chciałem móc oddać energię i ruch, jakiś stan energetyczny. Może nawet to pobudzenie i radość, w które wprawia mnie tworzenie. Bywa, że malując otwieram okno, nawet przy 10 stopniach na zewnątrz, ponieważ podczas pracy jest mi tak gorąco. A co do odrzucania nawyków, od dawna dążyłem do pełnej wolności twórczej i spontaniczności. Stopniowo zaczynałem rozumieć, że realizm nie jest mi w tym wszystkim już naprawdę do niczego potrzebny.

Zdradziłeś i przyznajesz się do tego. Zrobiłeś to sam z siebie czy ktoś Cię do tego namawiał?

Na pewno przyczyniło się do tego kilku malarzy, którzy pokazali mi co można wyciągnąć z malarstwa, np. operowanie masą i gestem. Wcześniej miałem kilku mistrzów, autorytety malarskie, ale u żadnego z polskich artystów nie znalazłem tego, co  uzyskuje Frank Auerbach. To mnie zupełnie poraziło. Faktury jego obrazów były dla mnie objawieniem. Potem odkryłem awangardę japońską i malowanie szerokim gestem, niesamowitą dynamikę.

To dość daleko od Twoich ogrodów, portretów, fotorealizmu… Z drugiej strony trzeba przyznać, że niedawna seria czarno-białych deformacji, które pokazałeś w Mito i kilka innych cykli zapowiadały przełom.

Z pewnością tak. Myślę, że wiele moich wcześniejszych rzeczy to była ewolucja, rozwój. Mówisz o obrazach czarno-białych. Z pewnością tak – to był jeden z kroków. Ale ja widzę więcej ciągłości. Na przykład cykl ołtarzy barokowych, też stosunkowo niedawny, idący w stronę abstrakcji, ale jednak pokazujący barokowe inkrustacje. Każdy mój nowy obraz abstrakcyjny to też barokowy ołtarz, tyle, że bardziej ekspresyjny.

Mimo wszystko, można chyba powiedzieć, że na polu pełnej abstrakcji zaczynałeś od zera?

Te wszystkie eksperymenty, które robiłem z narzędziami i techniką, to była wielka przygoda i czułem się jak alchemik. Zapuszczałem się na zupełnie nowy teren - musiałem wyjść z konwencji, w której byłem wychowany i odkrywać „nowe”. Ten moment był jak wyzwolenie się z okowów, jak skok na bunji. Wiem, że dla części osób malowanie abstrakcji takich jak moje wydaje się proste. A jest dokładnie odwrotnie. Ja długo musiałem się uczyć malować abstrakcyjnie. Najtrudniejsze jest przejście do działania dużym gestem na dużym płótnie, czyli do czegoś co jest wbrew naturze realisty. Aby się przełamać próbowałem nawet wyzwalającej mocy alkoholu. Na szczęście dla mnie strategiczne rozpicie się nie przyniosło pożądanych rezultatów. Traciłem koordynację i precyzję.

Ludzi trzeba uświadomić, że malowanie abstrakcji jest bardzo trudne. Że trzeba mieć pomysł na strukturę obrazu, że potrzeba czasu na opanowanie techniki. Ja bardzo długo się przygotowałem do abstrakcji. Eksperymentowałem z narzędziami, najpierw różnymi pędzlami i szczotkami. W Hali Mirowskiej kupowałem różne szczotki do zamiatania w poszukiwaniu optymalnego włosia. Próbowałem łączyć kilka pędzli, dopiero potem przeszedłem na szpachle budowlane. W ogóle w sklepach budowlanych bywam teraz regularnie. Potrzebuję na przykład dużych pojemników na farbę, wiader i misek różnego rodzaju. W tym malarstwie potrzebne są wielkie ilości farby, np. 5 litrów, a ponieważ kolory, na których mi zależy są osiągalne tylko dzięki farbom najwyższej światowej jakości, malowanie abstrakcji to spora kasa.  

Z tego co widzę, na niektórych płótnach, warstwa farby ma miejscami chyba kilka centymetrów. Jak to uzyskujesz?

Akurat w tych obrazach, na które patrzysz, eksperymentowałem z trzecim wymiarem i wykorzystywałem gips. I tu jest na przykład nie kilka, a kilkanaście centymetrów gipsu. W ten sposób, pozostając w malarstwie, chciałem jednak odejść od iluzji obrazu na płaszczyźnie w stronę czegoś materialnego, realnego. Szukałem doznania zmysłowego. To spowodowało kolosalne problemy techniczne. Musiałem opracować nowe, drewniane podobrazia zamiast płóciennych. Robotnicy, którzy akurat prowadzili remont po sąsiedzku, pomagali mi je ciąć. Co się okazało? Ta umowność i fikcyjność obrazu 2D jest bardziej przekonująca. 3D zabiło spontaniczność, było zbyt ciężkie i paradoksalnie zgubiłem wrażenie przestrzenności .

Pytanie z innej beczki: czy Ty zmieniłeś pracownię? Nie poznaję tego wnętrza.

No tak. To już jest zupełnie inny artysta i zupełnie inna pracownia. A mówiąc serio – musiałem co nieco przebudować. Poświęciłem duże biurko, wyjmując z niego solidne podpory, które teraz służą jako stelaż na płótno. Ustawiam je w czworobok na środku pracowni z dogodnym podejściem dookoła. Oprócz tego, z jednej strony jest punkt obserwacyjny. Dokupiłem drabinę, na której staję, żeby oglądać obraz z góry, gdy leży poziomo na podporach. Przy nowej technice tylko z tej perspektywy mogę próbować zobaczyć efekty w trakcie pracy.

Sam byłbym ciekaw. Przecież Ty nie wiesz jaki efekt końcowy uzyskasz. Nasuwa się pytanie, czy malowanie w ten sposób jest dla Ciebie prostsze, czy trudniejsze?

To, że nie mogę zaplanować obrazu jest jednym z największych problemów. Niezależnie od tego, na ile opanuję technikę i narzędzia, tylko w przybliżeniu mogę kontrolować efekt, który dzięki niej uzyskuję. Pierwsze, mniejsze prace, w których próbowałem różnych rozwiązań, przyniosły wiele ciekawych efektów w detalach. Robię nawet dokumentację fotograficzną tych detali, ale powtórzenie ich w dużym formacie okazuje się niemożliwe. Uzyskałem je spontanicznym gestem, więc nie da się tego gestu naśladować. No ale moja praca nad techniką to jest właśnie próba osiągania tych efektów, ciągłe usiłowanie kontrolowania przypadku.

Kiedy uznajesz, że obraz jest gotowy?

Wtedy kiedy w obrazie jest namacalny ruch oraz przestrzeń. Samo zagadnienie zakończenia malowania jest bardzo trudne. Zazwyczaj mam wtedy poczucie, że nie mogę już nic więcej dodać do obrazu.

Jednak po namalowaniu obraz powstaje dalej. Zostawiam go, a on pracuje, pigmenty się mieszają, spływają,  osadzaja. Muszę przewidywać co się stanie. Zawsze jednak czas sprawia ze obraz jest lepszy, nabiera ciekawszych kolorów. Nie jestem w stanie przewidzieć wszystkiego, ale opanowanie techniki to również właśnie świadomość takich rzeczy. Nawet gdy robię przerwy, wchodzę na drabinę i patrzę na obraz z góry, gdy leży poziomo, nie patrzę na efekt docelowy. Widzę go po raz pierwszy dopiero kiedy obraz wyschnie (a to sporo trwa przy tej technice) i mogę go postawić.

Odnosząc się do tytułu Twojego cyklu muszę z zadowoleniem odnotować, że sięgnąłeś do swojej legendarnej wiedzy z zakresu historii filozofii greckiej.

Maćku, nie przeceniaj mojej pamięci. Szukałem w różnych systemach filozoficznych i religijnych pojęcia oddającego podstawę, esencję świata. Znalazłem je u Anaksymandra z Miletu. To apeiron, bezkres - bezgraniczna, nieskończona pramateria, zasada świata będąca jego podstawowym tworzywem i regułą, według której funkcjonuje. Zdaniem Anaksymandra musi być nieskończony i nieokreślony. Ja, malując swój nowy cykl, sięgam do podstaw malarstwa i atawistycznych ludzkich potrzeb, podobnie jak fizycy i filozofowie dochodzą do odsłonięcia mechanizmów rządzących Wszechświatem.

image
image
image
image
image
image

Obraz Franciszka Ledóchowskiego z cyklu Apeiron można rezerwować tutaj za pośrednictwem galerii Ale Sztuka!

Tekst

Obraz Noemi Staniszewskij w finale Lynx 2016

Miło nam poinformować, że obraz A35 finalistki konkursu Ale Sztuka! 2015, Noemi Staniszewskiej, znalazł się w finale konkursu Lynx 2016. Praca będzie pokazywana na wystawach: Trieste - Lux Art Gallery, Italy; Ajdovščina – Galleria Lokarjeva, Slovenia; Zagreb – Galerija Zvonimir, Croatia; Livorno – Fortezza Nuova, Italy.

Więcej o konkursie: http://premiolynx.associazioneilsestante.com/en/index.php

Noemi Staniszewska w galerii Ale Sztuka!